O nas

Grupa Monsoon skupia autorów i testerów gier planszowych oraz karcianych. Podstawową działalnością grupy są cykliczne spotkania na których testujemy prototypy swoich gier.

 

 

Poniższy artykuł został oryginalnie opublikowany w 22 numerze Świata Gier Planszowych


Sześćdziesiąt nieopublikowanych gier planszowych w trakcie testów, dziewięć wydanych tytułów i pięć oczekujących na druk. Piętnastu stałych uczestników spotkań i dwudziestu siedmiu współpracowników. To bilans trzech lat pracy grupy warszawskich autorów i testerów z “Monsoon Group”.

– Projektowanie gier w samotności jest skazane na porażkę – zwierza się nam Łukasz Pogoda. – Kiedy zaczynałem jakieś nieśmiałe próby moich pierwszych projektów, jednym z problemów był brak stałej, zorganizowanej grupy graczy. Musiałem się strasznie namęczyć, aby oderwać kolegów od działających gier i namówić ich do wypróbowania jakiegoś koślawego prototypu. Brak innych szaleńców, którzy by mnie wspierali… to było zniechęcające.

Pierwszy piątek października, czyli 03.X.2008 o godz. 17.30

“Szanowne koleżeństwo planszówkowe. Chciałbym zaproponować warszawską inicjatywę samopomocową dla projektantów gier planszowych… Jako termin pierwszego spotkania proponuję pierwszy piątek października, czyli 03.X.2008 o godz. 17.30 (wszak w większości pracujemy) w mniejszej sali na Politechnice.”

– Ten wpis Filipa Miłuńskiego znalazłem ze sporym opóźnieniem i chyba było mi głupio, że sam na to nie wpadłem. – dodaje Łukasz. – Pamiętam, że Filip testował wtedy „Małych powstańców” (wówczas jeszcze zatytułowanych “Warszawskie Dzieci”) na warszawskich spotkaniach graczy, odbywających się na terenie Politechniki Warszawskiej.

Monsoon Group

– Nazwa grupy wzięła się od kawiarni, gdzie przenieśliśmy się z Politechniki. Niestety, lokal został zlikwidowany. Potem przez pewien czas spotykaliśmy się w klubie Solec 44, aż w końcu wróciliśmy do punktu wyjścia – zaczynaliśmy na Politechnice i znów się tam spotykamy – mówi Łukasz. – Trochę szkoda, bo do kawiarni czy pubów docierało więcej graczy.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

Jesteśmy grupą otwartą. – mówi Artur Konefał. – Każdy zainteresowany może przyjść i pomóc w testowaniu lub zaprezentować swoją grę. Podstawową zasadą jest wzajemność. Ktoś testuje nasze gry – my testujemy jego projekty. Reguły działania grupy nie zmieniły się od chwili jej powstania. Przyjęliśmy też, że na spotkaniach nigdy nie gramy w gry wydane – a tylko w prototypy.

– Zawsze się staramy zagrać w każdy prototyp, jaki się pojawił na spotkaniu, więc często dzielimy się na grupy w zależności od potrzeb. Próbować się wepchnąć z więcej niż jednym tytułem na spotkanie może być poczytane jako wielkie faux pas – dodaje Łukasz.

– Oprócz spotkań i dyskusji na żywo, działamy również online – mówi Marcin Krupiński. – Na forum gamesfanatic.pl można znaleźć “Monsoonowy” wątek, gdzie przede wszystkim umawiamy się na kolejne spotkanie, ale także omawiamy co się działo i do jakich wniosków doszliśmy. Takie miejsce do spokojnego spisania uwag to konieczność – dodaje Marcin – osobiście ciężko mi na gorąco ocenić nowy prototyp czy nowe pomysły. Muszę się ze swoimi myślami przespać i dopiero następnego dnia jestem w stanie przelać swoje przemyślenia na papier. Poza wątkiem na forum mamy też profil na Facebooku.

Szara rzeczywistość

Historia Monsoon Group to nie tylko pasmo sukcesów – wspomina Jacek Nowak. Nie na każdym spotkaniu był jakiś fajny prototyp, nad którym testerzy rozpływali się w pochwałach. Za to na każdym chyba zdarzała się rozgrywka, której nikt z testujących nie miał ochoty kończyć. Każdy bywalec spotkań grupy pamięta gry, które po wielu testach nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Jacek jest z nami szczery – Chociaż sam próbowałem wymyślić grę i doprowadzić do jej wydania przy pomocy testerów z Monsoona, chociaż miałem dobry pomysł, wydawcę i termin, to jednak mój prototyp skończył marnie. Grupa Monsoon nie tylko pomaga tworzyć dobre gry, pozwala też unikać wydawania gier złych, takich jak moja. Jednak nie dla każdego członka grupy wydawanie gier jest raison d’etre Grupy Monsoon. Dla mnie – i jeszcze kilku nie projektujących członków grupy – powodem przychodzenia na spotkania jest chęć poznawania nowych prototypów i po prostu granie w gry z fajnymi ludźmi, choćby to były rozgrywki w gry narysowane na kolanie, kiepsko działające i przerywane w połowie.

– Radość tworzenia i możliwość podyskutowania na temat swojego hobby z inteligentnymi, kreatywnymi ludźmi pełnymi pasji dostarcza mnóstwo pozytywnej energii – wtrąca Artur. – Jedno kilkugodzinne spotkanie nastraja mnie pozytywnie na cały tydzień.

Mózgożerne hobby

– Projektowanie gier to ciężka praca, najczęściej po testach trzeba coś w grze przerobić. Bez gwarancji poprawienia rozgrywki i bez wielkiej nadziei na łagodność testerów – mówi Jacek.

– Pamiętam, że za pierwszym razem szedłem na spotkanie testowe z duszą na ramieniu. Bałem się, że ta grupa maniaków wyśmieje prototyp „Kolejki”, a mnie zmiesza z błotem. Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione. – wspomina Karol Madaj, pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN.

– Przy projektowaniu gry bardzo ważne jest słuchanie innych. Bliscy znajomi i krewni mogą mieć opory przed powiedzeniem wprost, że gra nie działa albo jest nudna. – mówi Jan Madejski – W Monsoonie nie spotykam tego problemu, wręcz przeciwnie (śmiech). Gdy nad prototypem pochyla się grupa kolekcjonerów gier planszowych, z których każdy zna po kilkaset nowoczesnych tytułów, to o wiele łatwiej jest znaleźć mechanizmy, których dana gra potrzebuje do poprawnego funkcjonowania.

– Planowałem zaangażować w testy grupę swoich znajomych, którzy podobnie jak ja mieli marne rozeznanie w temacie. – wtrąca Piotrek Jesionek, który uczestniczy w spotkaniach od roku. – Bardzo ucieszyła mnie możliwość sprawdzenia swoich pomysłów w fachowym gronie.

– Testowanie prototypów przypomina mi bardzo ciężką euro-grę, gdzie oprócz zastanawiania się nad ruchem muszę jeszcze myśleć nad tym, czy taki ruch jest w ogóle potrzebny. Jest to gra, która ciągnie się miesiącami i wymaga umiejętności spojrzenia na swój projekt z dystansu mimo emocjonalnego związku z własnym dziełem. Wracając w środy pociągiem do domu jestem przeważnie zbyt zmęczony, żeby sięgnąć po książkę – śmieje się Karol.

– Mówiąc już całkiem poważnie, trzeba tu znaleźć złoty środek. Z jednej strony trzeba nauczyć się rezygnować z własnych pomysłów i zmieniać projekt, jeśli nie działa jak trzeba. Z drugiej strony, łatwo wpaść w pułapkę zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki i latami szlifować swoje dzieło szukając ideału. A gra planszowa to taki mechanizm, który zawsze może być lepszy. Trzeba więc stawiać sobie konkretne cele i je realizować, aby doprowadzić do wydania gry – podsumowuje Filip Miłuński.

Wczoraj, dziś i jutro

– Gdy trzy lata temu powstawał pomysł na Monsoona chodziło mi głównie o samopomoc projektantów i grupę, która ułatwi testy i przyśpieszy pracę. Były takie chwile, kiedy istnienie grupy wisiało na włosku i byłem jedynym autorem, który przynosił prototypy na spotkania. Dziś widzę, że mógłbym zniknąć, a Monsoon będzie dalej prężnie działał. Jest już czymś więcej niż grupą testerów gier. Wierzę, że dzięki Monsoonowi do tak uznanych marek, jak Kałuża czy Trzewiczek dołączą nazwiska projektantów z Warszawy – kończy z uśmiechem Filip.